DRUGI FESTIWAL ORKIESTR
wtorek
16 marca 2010

 

   Orkiestra symfoniczna. Jeden z najbardziej podstawowych aparatów wykonawczych w rozwoju muzyki europejskiej. Jednak mimo wszystko, skład ten w powszechnej świadomości kojarzy się z nudą i śmiertelną wręcz powagą. Ogrom literatury przeznaczonej na orkiestrę symfoniczną to dzieła niezwykle zróżnicowane, obfitujące w walory niemożliwe do uzyskania przy użyciu żadnego innego składu, a jako że różnorodność kolorystyczna jest tu ogromna, z pewnością każdy mógłby znaleźć coś dla siebie... Okazja do poznania szerokiego spectrum literatury orkiestrowej nadarzyła się w dniach 16-20 III 2010 w postaci II Międzynarodowego Festiwalu Orkiestr Akademickich organizowanego przez Akademię Muzyczną w Katowicach. W ciągu 5 dni słuchacze mieli możliwość zapoznania się z interpretacjami zaproponowanymi przez 4 orkiestry. Każda z nich zaprezentowała zupełnie inny repertuar, choć naturalnie motywem przewodnim tegorocznej edycji festiwalu była muzyka Fryderyka Chopina.

   16 III, I dzień festiwalu. Cykl koncertów inaugurują gospodarze – Akademicka Orkiestra Symfoniczna im. Karola Szymanowskiego pod batutą Pera Borina. W programie VIII symfonia h-moll “Niedokończona” Franza Schuberta, Andante Spianato i Wielki Polonez Es-dur op. 22 Fryderyka Chopina, z partią solową wykonaną przez Huberta Salwarowskiego, oraz V symfonia Piotra Czajkowskiego. Orkiestra naszej Akademii Muzycznej wykazała się niezwykłą muzykalnością. Symfonia Schuberta wykonana została z pełnym zrozumieniem zarówno dzieła, jak i ducha epoki romantycznej. Wielki plus dla sekcji instrumentów dętych, która we właściwy sposób uwydatniła niuanse kolorystyczne zawarte w tym dziele. Co do Chopina, dzieło dość miłe w odbiorze, orkiestra stworzyła bardzo korzystne brzmieniowo tło dla solisty. Z kolei symfonia Czajkowskiego została zaprezentowana na bardzo wysokim poziomie, szczególnie części początkowe. Na uwagę zasługuje tu fakt, iż część finałową orkiestra wykonała w bardzo szybkim tempie. Zespół zdał egzamin! Różnorodny repertuar rzucił światło na rozmaite sposoby operowania aparatem orkiestrowym, a muzykalność instrumentalistów spowodowała bardzo miłe wrażenia podczas słuchania. Koncert wyzwolił tym większe pokłady ciekawości, motywujące do uczestnictwa w kolejnych...

   17 III, dzień drugi. Pora na pierwszych gości – Studencką Orkiestrę Symfoniczną Lwowskiej Narodowej Akademii Muzycznej im. Mykoła Łysenki pod batutą Zinady Ostafijczuk. Ponadto dwóch pianistów – Piotr Dowhań oraz Zbigniew Raubo. Już sam program przyciąga uwagę, mamy bowiem m.in. 2 utwory współczesnych kompozytorów ukraińskich, organową Passacaglię c-moll Johanna Sebastiana Bacha zinstrumentowaną przez Aleksandra Goedicke oraz Rondo á la krakowiak Fryderyka Chopina. Interesującym punktem były kompozycje współczesnych twórców z Ukrainy, które ukazały nam swego rodzaju aktualności ukraińskiej kompozycji. Obydwaj twórcy byli zresztą obecni na sali podczas wykonania. Z kolei Passacaglia c-moll w zaprezentowanej instrumentacji to ciekawe ujęcie jednego z największych dzieł Bacha, potraktowanie go poniekąd po brahmsowsku. I okazuje się, że Kantor z Lipska – przy odrzuceniu a priori prymatu praktyki wykonawczej muzyki dawnej – także się broni! Jeśli zaś chodzi o Rondo á la krakowiak, należy przyznać Zbigniewowi Raubo wielki punkt za doskonale wykonanie partii solowej. Nie sposób także pominąć bardzo dobre brzmienie sekcji smyczkowej. Na pierwszy rzut oka widać, iż mamy do czynienia z zespołem spoza naszego kraju. Można wyczuć większą swobodę na estradzie, brak strachu przed pomyłkami, a szczególnie widoczna jest radość płynąca ze wspólnego muzykowania, co zresztą warunkuje wysoki stopień ogólnego umuzykalnienia ukraińskiego narodu.

   18 III, dzień trzeci. Tym razem ponownie zespół z Polski – Orkiestra Symfoniczna Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu pod batutą Wojciecha Rodka. W programie – obok innych utworów – Fantazja na tematy polskie Fryderyka Chopina z solową partią fortepianu wykonaną przez Magdalenę Lisak oraz III symfonia a-moll Szkocka Felixa Mendelssohna-Bartholdy\'ego. Prezentację utworu Chopina można zaliczyć do udanych,  Magdalena Lisak świetnie wykonała partię solową, a zespół dobrze sprawdził się w roli akompaniatora. Z kolei symfonia Mendelssohna została zaprezentowana z dużą dawką energii i choć może wykonanie nie było idealne, to zauważyć dało się dobry kontakt zespołu z dyrygentem. Należy jednak zwrócić uwagę na coś jeszcze... Jako że była to już druga orkiestra z Polski, dało się wyczuć podobną atmosferę panującą między muzykami, jak w przypadku orkiestry katowickiej. W naszym kraju preferuje się granie – kolokwialnie określając – laboratoryjne, czyli paniczny wręcz strach przed pomyłkami, przy niejakim oddaleniu ze świadomości prawdy o tym, iż muzyka przede wszystkim powinna być żywa. Jeśli miałabym możliwość powtórnego uczestniczenia w koncercie któregoś z polskich zespołów, wybrałabym orkiestrę Akademii Muzycznej w Katowicach, i to nie ze względu na lokalny patriotyzm. Uważam, że zespół zaprezentował się jako bardzo muzykalna grupa, a ten właśnie aspekt głównie określa jakość wykonania.

   I wreszcie dzień ostatni, koncert finałowy – 20 III, na scenie Orkiestra Symfoniczna Uniwersytetu  Mozarteum w Salzburgu. Przy pulpicie dyrygenta Dennis Russell Davies. W programie m.in. wariacje nt. La ci darem la mano Fryderyka Chopina z partią solową wykonaną przez Beatę Bilińską oraz symfonia VI Dymitra Szostakowicza. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, iż koncert ten nie miał słabych punktów. Idealna interakcja, współpraca z dyrygentem, intonacja bez zarzutu, wysokiej klasy warsztat techniczny instrumentalistów oraz walory muzyczne uczyniły go niezapomnianym. Do tego fakt, iż wykonania te stanowiły finał festiwalu, dodatkowo pozostawił jak najlepsze wspomnienia z całego przedsięwzięcia.

   Festiwal z cała pewnością można uznać za udany. Impreza dostarczyła możliwości poznania innych dzieł Fryderyka Chopina na fortepian z towarzyszeniem orkiestry, niż tylko koncerty. Jednak najważniejszy zdaje się być fakt, iż starania każdego zespołu były widocznie w sposób ewidentny, każda grupa miała inny atut, co uświadamia nam, że każde wykonanie jest zupełnie inne, i w tym właśnie tkwi przewaga koncertów nad nagraniami płytowymi.

 

 

 

 

Mirosława Cieślak

wstecz
Biuletyn Informacji Publicznej