Laudacja
prof. Andrzeja Jasińskiego

Magnificencjo, Szanowny Panie Rektorze,
Prześwietny Senacie,
Dostojny Doktorancie,
Panie i Panowie!

AM - Doktorzy Honoris Causa

Z wielką radością przyjąłem decyzję władz Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach, wyrażającą wolę całej społeczności akademickiej uhonorowania Krystiana Zimermana zaszczytnym tytułem doktora honoris causa. Z satysfakcją, ale i z dużym wahaniem przyjąłem przywilej wygłoszenia laudacji jako ten, który bardzo dobrze zna bohatera dzisiejszej uroczystości – z wahaniem, gdyż zdaję sobie sprawę z tego, iż mój do niego przyjacielski stosunek narzuca poważne ograniczenia swobody wypowiedzi. Wiem, że Krystian Zimerman unika jak może wszelkich zaszczytów, i że jakiekolwiek pochwały wprawiają go w zakłopotanie, więc ja dziś czuję się nieco zakłopotany, mając obowiązek "chwalenia z urzędu". Odwagi dodaje mi świadomość, że decydującym powodem dzisiejszej uroczystości są godne najwyższego uznania dokonania Doktoranta po IX Konkursie Chopinowskim i po ukończeniu studiów, kiedy to zaczął się dla niego – jako wyzwolonego artysty – trudniejszy konkurs, jakim jest całe dalsze życie artystyczne. Ten wielki konkurs, stawiający bez przerwy olbrzymie wyzwania, wygrywa Krystian Zimerman w stylu godnym podziwu, jako jeden z najwybitniejszych pianistów naszych czasów. Mam nadzieję, że Krystian wybaczy mi to, co będę mówił – i to, czego nie powiem, a Państwo z wyrozumiałością zaakceptują nietypowość mojego wystąpienia, które będzie być może nieco sentymentalnym, osobistym wspomnieniem, przeplatanym próbkami zwrócenia uwagi na to, co istotne w jego wyjątkowej osobowości artystycznej i jego sztuce pianistycznej.

Drogi Krystianie! To wielka satysfakcja i radość dla nas wszystkich w tym odświętnym dniu gościć Cię w murach Akademii, które przekroczyłeś pierwszy raz jako niespełna siedmioletni chłopczyk. Przyprowadził cię tu Twój ojciec, który był pierwszym Twym nauczycielem, pierwszy odkrył Twój talent – i tym, który najmocniej wierzył w jego rozkwit. Marianowi Zimermanowi, którego nie ma już wśród nas, chcę złożyć wyrazy szacunku i podziękowanie. Pragnę jeszcze wymienić dwie życzliwe osoby, które przelotnie napotkałeś tu wtedy na początku swojej drogi: Rektora Józefa Powroźniaka, który wnikliwie i właściwie ocenił Twoje zdolności oraz Prof. Władysławę Markiewiczównę, która zlecając mi opiekę pedagogiczną nad Tobą, kierowana niezwykłą intuicją wypowiedziała prorocze słowa: "z niego będzie KTOŚ".

Szanowni Państwo! Po raz drugi przekroczył Krystian Zimerman te mury w roku 1969, po ukończeniu Szkoły Muzycznej I stopnia w Zabrzu. Rozpoczyna się dla niego, tu na parterze, decydujący etap kształcenia muzycznego i ogólnego. Jako uczeń Liceum Muzycznego zdobywa pierwsze doświadczenia estradowe i odnosi pierwsze konkursowe sukcesy. Jako młody, kilkunastoletni pianista wykonuje w Filharmonii Śląskiej z łatwością, nieukrywaną przyjemnością i brawurą, opanowaną w bardzo krótkim czasie Błękitną Rapsodię George’a Gershwina, dając dowód nieprzeciętnych predyspozycji estradowych. W 1973 roku zdobywa I nagrodę na Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Ludwika van Beethovena, odbywającym się na zamku Hradec koło Opawy w Czechosłowacji. Po powrocie z konkursu, na zadane przeze mnie pytanie "Jak Ci się grało Sonatę Patetyczną?", odpowiada mniej więcej tak: "Myślę, że dobrze, ale zupełnie inaczej niż w klasie podczas lekcji. Udzieliła mi się, być może, atmosfera sali, w której Sonata zadziałała na mnie jak inny bogatszy, głębszy utwór i MUSIAŁEM grać inaczej". Wiele mówiące słowa, które już wtedy pokazywały kreatywność młodego pianisty i inspirującą go obecność publiczności. W roku 1974 występuje z sukcesem w Kopenhadze, wykonując Koncert f-moll Jana Sebastiana Bacha – i Warszawie, grając II Koncert c-moll Sergiusza Rachmaninowa ze znakomitą – jak sam się po latach wypowie w komentarzu do CD z nagraniem Koncertów Rachmaninowa – orkiestrą katowickiego Liceum Muzycznego, prowadzoną przez dyrektora Aleksandra Warykiewicza. W Warszawie prezentuje nie tylko wirtuozerię, ale fantazję i odwagę: zachęcony aplauzem publiczności robi niespodziankę słuchaczom i swemu nauczycielowi, wykonując na bis dwa razy Etiudę Ges-dur op. 10 Fryderyka Chopina – pierwszy raz na czarnych, a drugi raz na białych klawiszach. Żeby "doświetlić" element fantazji, komunikatywności i wszechstronności w osobowości młodego Krystiana Zimermana, odwołam się do wspomnień pedagogów i byłych uczniów Liceum Muzycznego, którzy mieli sposobność podziwiania jego zdolności aktorskich. Otóż, w ostatniej klasie licealnej, z okazji "Dnia Nauczyciela" wyśmienicie odegrał rolę Papkina w zainscenizowanym fragmencie Zemsty Fredry, czym wzbudził entuzjazm obecnych.

W tej sali, na tych organach często ćwiczył młody Krystian Zimerman, zachwycając się utworami Jana Sebastian Bacha i właściwościami brzmieniowymi organów. W przyszłości, jako dorosły pianista zaczynał czasem swe recitale własną transkrypcją na fortepian organowej Passacaglii c-moll Bacha. Poza ćwiczeniem znajdował czas, by studiować partytury symfonii Beethovena. Szczególnie podziwiał Trzecią, której partie wszystkich instrumentów znał na pamięć. Ta rozwinięta umiejętność wieloplanowego słyszenia jakże wspaniale wykorzystywana jest przez niego w kształtowaniu planów dynamicznych i kolorystycznych utworów fortepianowych, nie mówiąc o tym, iż wykonując koncert fortepianowy z orkiestrą kontroluje słuchowo partię każdego instrumentu jako nieodzowny element interpretacji całości dzieła. Ostatnio wielką satysfakcję sprawiło mu nagranie I Koncertu Beli Bartóka z Orkiestrą Symfoniczną w Chicago pod dyrekcją Pierre’a Bouleza – właśnie z powodu precyzji wszystkich instrumentów realizujących wespół z solistą tekst partytury.

Żeby uzupełnić jeszcze związek Krystiana Zimermana z tymi murami, wspomnę jeszcze, że często schodził do podziemi, do pracowni znakomitego korektora fortepianów Jerzego Kozaka, gdzie z zainteresowaniem poznawał tajniki budowy i funkcjonowania fortepianu. Dziś jest ekspertem w tej dziedzinie. Jeśli to tylko możliwe, koncertuje na własnym instrumencie, przygotowanym przez siebie pod kątem wykonywanego programu i akustyki danej sali koncertowej. Opowiadał mi, że kiedyś podczas tournée po Stanach Zjednoczonych nie spodobał mu się przygotowany do występu fortepian. Zainteresował się innym, stojącym na uboczu, nieużywanym, na którym żaden pianista nie chciał publicznie grać. Po nocy pracy w charakterze korektora-stroiciela instrument "przemówił" pięknym dźwiękiem, a zdumieni i zachwyceni organizatorzy koncertu serdecznie dziękowali za przywrócenie go do życia estradowego.

Szanowni Państwo, na tej estradzie stoi fortepian, na którym Krystian Zimerman ćwiczył przechodząc ostatnie sprawdziany przed pamiętnym IX Międzynarodowym Konkursem Pianistycznym im. Fryderyka Chopina w roku 1975. 18-letni Krystian Zimerman, od kilku tygodni student pierwszego roku studiów, zdobywa pierwszą – i wszystkie dodatkowe regulaminowe nagrody specjalne. Zdarzyło się to po raz pierwszy i jak do tej pory jedyny w ponad 80-letniej historii konkursów. Nie muszę przypominać, co to znaczyło dla młodego laureata. Nad jego głową rozpętała się istna burza. Tadeusz Kijonka podsumowując reakcje krytyków w prasie napisał: "Gdyby zebrać wszystkie przymiotniki, określenia i porównania i zestawić je – to okaże się, że wyczerpano niemal wszystkie tonacje zachwytu", a Jerzy Waldorff wypowiedział prorocze słowa: "mierząc na talent – ma szanse zostania następcą wielkiej generacji pianistów z progu stulecia". Dziś po upływie prawie 30 lat z satysfakcją i radością można powiedzieć, że pokładane w Krystianie Zimermanie wielkie nadzieje zostały w pełni spełnione. Jeśli miałbym wymienić tylko trzy nazwiska polskich pianistów, którzy najpełniej, najchwalebniej wpisują się w największe światowe osiągnięcia, zyskując wyjątkowy autorytet i sławę, to bez wahania wymieniłbym Ignacego Jana Paderewskiego, Artura Rubinsteina i Krystiana Zimermana. Ten wspaniały konkursowy sukces i idące za nim propozycje koncertowe nie powstrzymały Krystiana Zimermana od kontynuowania studiów – był aktywnym studentem, budzącym respekt i sympatię pedagogów oraz kolegów.

I wreszcie uroczysty dzień 4 października 1977 roku: w tej sali ówczesny Rektor, światowej sławy kompozytor, późniejszy pierwszy doktor honoris causa katowickiej Uczelni, profesor Henryk Mikołaj Górecki wręcza absolwentowi Krystianowi Zimermanowi dyplom ukończenia studiów. Żegnaliśmy go ze wzruszeniem, odczuwając radość, dumę, ale i trochę smutku mając świadomość, że się z nim rozstajemy, że staje się odtąd własnością całego świata. Dziś pragnę wyznać: Krystian był dla mnie kimś więcej niż uczniem. Obydwaj byliśmy dla siebie nauczycielami. Dużo się od niego nauczyłem – i wciąż się uczę. Za 14 lat wspólnej pracy składam Krystianowi serdeczne podziękowanie. Żegnając wówczas Krystiana, odczuwaliśmy zarazem i troskę wiedząc, że bierze na swe barki wraz z ciężarem sławy zapowiedź trudów na niekończącej się drodze do ideału, na której poczucie szczęścia z obcowania z Pięknem i z przekazywania go innym okupione jest ciągłą walką ducha z oporną materią. To często wyrzeczenia, "Kamień i cierpienie" – jak sugeruje tytuł książki Karola Schulza o Michale Aniele Buonarottim. Dziś dziękujemy mu za to, że postępując dzielnie i z godnością tą niełatwą drogą, jest artystą bezkompromisowym w walce o prawdę w sztuce interpretacji, że obcy jest mu wszelki popis wirtuozowski nie mający uzasadnienia muzycznego, że swą postawą propaguje szacunek dla kompozytora i jego dzieła oraz nobilituje publiczność uważając ją za godnego szacunku partnera, mającego wielki wpływ na jakość aktu powoływania do życia intencjonalnie istniejącego dzieła muzycznego.

Krystian Zimerman stawia sobie, publiczności, a nawet akustyce sal wysokie wymagania. Do niektórych sal chętnie wraca, inne omija. Posiada rzadki dar nawiązywania ścisłych dwustronnych więzów ze słuchaczami, wyjątkową komunikatywność i sugestywność. W szczególnie sprzyjających warunkach jest zdolny sprawić, że wrażliwy słuchacz, poddany intensywności przekazu jego wizji artystycznej doznaje stanu szczególnego przeżycia duchowego i bywa jakby przeniesiony w niematerialny świat piękna, z którego niechętnie wraca do rzeczywistości. To zdarzyło się podczas jednego z występów Krystiana Zimermana w Madrycie. Po skończonym recitalu i owacjach wyrażających zachwyt, na sali zapanowała w końcu cisza. Po trudach recitalu artysta w pokoju dla solistów może odprężyć się – odpina muszkę, zdejmuje frak..., ale przychodzi dyrektor sali i prosi, by z powrotem ubrał się i wyszedł na estradę... "Dlaczego...?" – "Bo publiczność nie opuszcza swych miejsc". Często mówi Krystian Zimerman o ważnej roli wyrazistości i intensywności przekazu intencji interpretacyjnych, używając terminu "projekcja", ale jednocześnie wyraźnie zwraca uwagę na to, że aby przekaz ten był wiarygodny, wartościowy, musi być szczery, wynikający z głębokiego przeżycia muzycznego, z głębokich pokładów osobowości grającego – jak sam mówi: "z duszy artysty" – i być wynikiem całkowitej identyfikacji z Muzyką.

Byłoby nietaktem z mojej strony, gdybym teraz podkreślał tu znakomite rzemiosło pianistyczne Krystiana Zimermana: nieskazitelną technikę, piękny, zróżnicowany dźwięk, czy bogactwo artykulacyjne. To wszystko służy wyższej sprawie – i w przypadku Krystiana Zimermana jest osiągane jakby "po drodze", w poszukiwaniu najlepszych rozwiązań architektonicznych, w pracy wyobraźni nad tworzeniem "wizji utworu", której posiadanie dopiero gwarantuje znalezienie i użycie właściwych środków technicznych. Pytany czasem, jak to jest możliwe, że w całym jego recitalu nie trafia się ani jeden fałszywy dźwięk, odpowiada: "Jeżeli każdy dźwięk traktuje się z należnym mu szacunkiem, wynikającym z wyrazowej roli jaką pełni w konstrukcji utworu, to automatycznie na inne niepożądane dźwięki nie ma już miejsca". Do swych nielicznych uczniów, wybranych szczęśliwców, zwraca się czasem znamiennymi słowami: "proszę, tylko nie «graj» na fortepianie", dając do zrozumienia, że nawet najpiękniejsze dźwięki nie są celem samym w sobie, a instrument jest tylko narzędziem umożliwiającym przekaz tego, co się czuje. "Z pomocą instrumentu wyrażaj emocje kompozytora i swoje tak, aby wykonywanym utworem poruszyć słuchacza" – to w uproszczeniu credo Krystiana Zimermana – pianisty i pedagoga.

Potrzeba rozumienia kompozytora jako muzyka i człowieka, wczucie się w stan ducha, w jakim mógł się on znajdować tworząc utwór, jest dla Krystiana Zimermana pierwszym obowiązkiem wykonawcy. Kilka lat temu miałem przyjemność słuchać nagrane przez niego, jeszcze nie wydane na CD ostatnie Sonaty Franciszka Schuberta i utwory Karola Szymanowskiego. Po wysłuchaniu Preludium d-moll op. 1 Karola Szymanowskiego, widząc oznaki mojego wzruszenia, których nie udało mi się ukryć, po dłuższej chwili milczenia mówi: "Popatrz, ile liryzmu i tragizmu w tym młodym, kilkunastoletnim chłopcu". A więc nie chodzi mu tylko o samo dźwiękowe piękno ujęte w doskonałą formę, ale wraz z nim – a może przede wszystkim – o przesłanie kompozytora, które jest jego świadomym lub mimowolnym, spontanicznym zwierzeniem. Taki stosunek ma Krystian Zimerman do wszystkich kompozytorów, których utwory wykonuje. Uważa, że w aspekcie historycznym, pomimo różnych czasów, w których żyją twórcy, ich utwory zawierają zakodowane podobne emocje właściwe człowiekowi, zmieniają się tylko środki ich wyrażania. Przestrzega, by nie dać się zwieść na przykład często prostej fakturze i harmonice utworów Franciszka Schuberta, czy też skomplikowanej u Sergiusza Rachmaninowa. Obaj mogą mówić o tym samym, ale różnymi językami.

Słuchając gry Krystiana Zimermana można mieć wrażenie, jakby artysta nawiązywał ponadczasową, transcendentną więź z kompozytorem, którego czas fizyczny już minął – w celu wspólnego, jak najwierniejszego zaprezentowania słuchaczowi cząstki prawdy o człowieku, która wywołuje uśmiech, wzrusza czy wstrząsa. W sztuce Krystiana Zimermana nie ma nigdy nic obojętnego.

Całość dokonań artystycznych Krystiana Zimermana budzi respekt. Występuje we wszystkich największych ośrodkach muzycznych świata. Jeśli gdzieś nie był to zdradzę, że głównie z tego powodu, że nie lubi długich podróży. Współpracuje z największymi dyrygentami naszych czasów, wybitnymi artystami – partnerami w dziedzinie muzyki kameralnej na skrzypce i fortepian, jest gościem najważniejszych festiwali muzycznych na świecie.

W trosce o możliwie najwyższą jakość swych występów, na estradę koncertową wynosi małą część swego obszernego repertuaru i ogranicza ilość występów – m.in. dlatego każdy jego występ w Wiedniu, Paryżu czy w Nowym Jorku jest wydarzeniem artystycznym tym bardziej wyczekiwanym, entuzjastycznie przyjmowanym, długo wspominanym i komentowanym. Znajdujemy liczne tego dowody w wielojęzycznej prasie fachowej i w internecie. Będąc w ubiegłym roku w Tokio słyszałem skargi, że bilety na koncert Krystiana Zimermana, który miał się odbyć za kilka miesięcy są wyprzedane i wielu wielbicieli jego sztuki pianistycznej jest niepocieszonych.

W pamięci naszego środowiska szczególnie głęboko utrwalił się wspaniały dar złożony Uczelni z okazji jubileuszu 60-lecia jej istnienia – publiczne wykonanie w sali Filharmonii Śląskiej z orkiestrą studencką pod dyrekcją Jana Wincentego Hawela wszystkich Koncertów fortepianowych Ludwika van Beethovena. Punktem kulminacyjnym tego wyjątkowego wydarzenia był ostatni, dodatkowy koncert, na którym Krystian Zimerman wykonał wszystkie pięć koncertów – jeden po drugim. Wzbudziło to podziw nie tylko dla mistrzostwa pianistycznego Krystiana Zimermana, nazywanego często perfekcjonistą, ale także dla jego siły psychicznej i fizycznej. Tego typu nielicznych pianistów w przeszłości obdarzano mianem "tytanów klawiatury". Relacjonując to wielkie wydarzenie muzyczne, grę Krystiana Zimermana tak scharakteryzował Stanisław Kosz: "Zjawiska tak doskonałe z reguły wymykają się pojęciom, a wszelkie słowa wydają się banalne (...) jest on jednym z tych wielkich klasyków, którzy umiejętnie godzą emocje z logiką, a wierność kompozytorskiej intencji z tym co osobiste". Pokrywa się to z tym, co wcześniej nazwałem artystycznym credo Krystiana Zimermana – pianisty i pedagoga.

Ewenementem w skali światowej był sposób, w jaki Krystian Zimerman uczcił 150-tą rocznicę śmierci Fryderyka Chopina. Ze stworzoną przez siebie Polską Orkiestrą Festiwalową wykonał oba Koncerty Fryderyka Chopina w kilkudziesięciu salach świata. Miałem przywilej przysłuchiwania się ostatniej fazie prób, która miała miejsce w rodzinnym mieście Krystiana Zimermana, w Zabrzu. Było to coś niezwykłego: pełna koncentracja, pasja, oddychanie muzyką, ciężka praca, ale i wyczuwalne poczucie szczęścia, płynącego z kontaktu z coraz piękniej wykonywaną muzyką Fryderyka Chopina. Rezultat ofiarnej pracy całego zespołu i jego duszy – Krystiana Zimermana, solisty i dyrygenta w jednej osobie – to powołanie do nowego życia dwóch arcydzieł młodego Chopina, powołanie przez wskrzeszenie pierwotnego ich ducha. Właściwym podsumowaniem i oceną tego wyjątkowego przedsięwzięcia jest tytuł recenzji Bartosza Kamińskiego po koncercie w Filharmonii Narodowej w Warszawie – "Triumf wyobraźni".

Dyskografia Krystiana Zimermana to cenny dokument historyczny jego drogi artystycznej z racji tego, że nagrania z reguły następowały po serii występów i utrwalały wykonywany na nich repertuar. Możemy cieszyć się zarejestrowanymi na 23 CD interpretacjami utworów wszystkich wielkich kompozytorów od Mozarta i Beethovena do Weberna i Lutosławskiego. Nagrania Krystiana Zimermana mają te same znamiona doskonałości co wykonania publiczne.

Znane mi są obiekcje Krystiana Zimermana wynikające z niedostatków techniki nagrań, która czyniąc postępy nie jest jednak zdolna utrwalić tego, co w sztuce interpretacyjnej najważniejsze – przesłania duchowego. Skrajny przypadek dysproporcji między tym, co daje artysta bezpośrednio słuchaczowi a tym, co zostaje utrwalone, są zachowane nagrania I.J. Paderewskiego. W trosce o zmniejszenie tych dysproporcji Krystian Zimerman chętniej nagrywa na żywo podczas publicznych koncertów niż w studio. Na to może sobie pozwolić tylko ktoś, kto jest mistrzem w swym rzemiośle. Słuchając wspaniale nagranej Sonaty h-moll Franciszka Liszta – i tu zdradzę znowu to, co słyszałem od Krystiana – nie zdajemy sobie sprawy z tego, że najtrudniejsze wirtuozowskie pasaże, czy karkołomne oktawy nie sprawiły mu w nagraniu żadnych problemów, natomiast dwie godziny zajęły usilne próby utrwalenia napięcia w momentach ciszy, w pauzach pomiędzy kilkoma dźwiękami rozpoczynającymi Sonatę.

Utrwalone wykonanie Preludiów Claude’a Debussy’ego na CD, która otrzymała kilkanaście wysokich wyróżnień i nagród, jest światową rewelacją. Do tej pory nikt nie grał w ten sposób Debussy’ego, by realizując z niezwykłą precyzją artykulacyjną tekst, wydobyć z niego tyle bogactwa i piękna.

Czyżby te utrwalone kreacje – wraz z nagranymi wcześniej Koncertami Maurice’a Ravela – przyczyniły się do tego, że Krystian Zimerman został uhonorowany wysokim francuskim państwowym odznaczeniem – "Orderem Legii Honorowej"? Wyrażamy radość z tego powodu i serdecznie gratulujemy!

AM - Doktorzy Honoris Causa

Drogi Krystianie!

Zbliżając się do końca mego, nieco improwizowanego wystąpienia, w którym dane mi było reprezentować środowisko akademickie naszej Uczelni, chcę wyrazić w jego imieniu najwyższe uznanie za Twe niezwykłe dokonania artystyczne, za godną postawę artysty i człowieka honoru. Dziękujemy za radość i wzruszenia, jakimi obdarza nas Twoja sztuka. Dumni jesteśmy z tego, że tu wśród nas zacząłeś rozwijać skrzydła do dalekiego lotu, by wypełniać zlecone Ci przez los posłannictwo. Na dalszej drodze Twego życia zawsze będą Ci towarzyszyły nasze najlepsze myśli.

Prof. Andrzej Jasiński
Katowice, 25 lutego 2005 roku

Biuletyn Informacji Publicznej